| Studium Ewangelizacji, cz. III | |
|
|
STUDIUM EWANGELIZACJI: „EWANGELIZACJA W UJĘCIU SŁUGI BOŻEGO KSIĘDZA FRANCISZKA BLACHNICKIEGO” Część III: Źródła ewangelizacji.
Jak już było powiedziane w pierwszym rozdziale ksiądz Franciszek Blachnicki całą inspirację do stworzenia systemu ewangelizacyjnego czerpał z Adhortacji Pawła VI „Ewangelii nuntiandi”. W tym rozdziale chcemy się zająć źródłami ewangelizacji oraz skąd czerpać siły do akcji ewangelizacyjnych we współczesnym świecie. Wydaje się, że dla założyciel Ruchu Światło - Życie ważnymi są słowa z tej adhortacji „Głoszenie Ewangelii jest zgoła konieczne, jest jedyne w swoim rodzaju i nic go nie może zastąpić”[1]. Są to oczywiście jedne z nielicznych słów które inspirowały ks. Blachnickiego. Na proces ewangelizacyjny nie tylko składa się sama akcja ewangelizacyjna, ale również wiele elementów pobocznych. Dlatego w tym rozdziale będziemy się zastanawiać jaki wpływ mają na ewangelizację cnoty Boskie, modlitwa i życie sakramentalne. Nie będziemy się zajmować w ścisłym znaczeniu ewangelizacją ale pośrednimi zagadnieniami, które mogą doprowadzić do stania się uczniem Jezusa lub towarzyszą po przeprowadzonej akcji ewangelizacyjnej.
1. Cnoty boskie.
Ewangelizacja prowadzi do przemiany wnętrza. Mówi się o zwleczeniu z siebie „starego człowieka” a przyodzianiu „nowego człowieka”. Sprawia to, że nowy człowiek może być zintegrowany, może posiadać siebie w dawaniu siebie, realizować się przez służbę i żyć w wolności oraz dawać świadectwo swoim życiem. Sam ks. Blachnicki ukazuje tę motywację w sposób niezwykle prosty: "Z punktu widzenia obiektywnego (...) wzrost Królestwa Bożego we mnie jest wzrostem cnót boskich: wiary, nadziei i miłości."[2] To są właśnie źródła wewnętrznych postaw nowego człowieka. Stanowią one przeciwieństwo motywów "starego człowieka" wiara i nadzieja pokonują pychę i życie poza prawdą, miłość pokonuje egoizm, a wszystkie razem sprawiają wyzwolenie od lęku i pozwalają żyć w wolności dzieci Bożych. Zapoznajmy się więc bliżej z interpretacją cnót teologicznych w pismach ks. Blachnickiego.
1.1. Wiara jako element integrujący.
"Wśród tych cnót teologicznych, sprawianych w nas przez Ducha Świętego, najbardziej podstawową jest wiara. Jeżeli postawę wiary pojmiemy w znaczeniu najpełniejszym, biblijnym i personalistycznym, to w niej możemy widzieć także (...) pozostałe cnoty teologiczne. Życie w Duchu Świętym jest więc głównie życiem wiary."[3] Te słowa Autora wprowadzają nas w temat wiary, ukazując już na początku trzy zasadnicze aspekty: wiara jako cnota po pierwsze - jest darem, po drugie - jest podstawą życia chrześcijańskiego, w którym przejawiają się kolejne cnoty i po trzecie - jest integralną postawą życiową, a nie tylko aktem umysłu. Rozważmy więc kwestię wiary według tej kolejności. W swoich pismach zazwyczaj ukazuje ks. Blachnicki jednocześnie dwa wspomniane wyżej aspekty: wiarę jako dar i jako początek, fundament innych cnót, a w dalszej perspektywie jako początki ewangelizacji, jednak przede wszystkim główne podłoże do przyjęcia Jezusa jako osobistego Pana i zbawiciela Taki układ zachowamy też w niniejszym opracowaniu, do osobnego omówienia pozostawiając tylko zagadnienie wiary jako integralnej postawy. Wiarę jest jedną z cnót "sprawianych w nas przez Ducha Świętego". Ten wątek stale przewija się w myśli Autora. Sam doświadczył mocno tego, że wiara jest darem. Przypomnijmy tylko wydarzenie, które miało miejsce w katowickim więzieniu, 17 czerwca 1942: "[w jednej chwili] przeżyłem coś takiego, jakby w mojej duszy ktoś przekręcił kontakt elektryczny, tak iż zalało ją Światło. Światło to od razu rozpoznałem i nazwałem po imieniu, gdy powstałem i zacząłem chodzić po celi, powtarzając: «Wierzę, wierzę»."[4] Wiara jest więc darem. Najpierw jest to dar poznania Boga, poznania Jego relacji do człowieka, która z kolei usposabia człowieka do przyjęcia odpowiedniej postawy: "Wiara daje nam poznanie faktu, że jesteśmy miłowani - ufność jest pierwszą odpowiedzią na miłość. Następnym etapem będzie skrucha i wreszcie wzajemna czysta miłość. Ten proces wzrastania nadprzyrodzonego życia będzie trwał przez całe życie i zakończy się w wieczności. Negatywna strona tego procesu - to umieranie. Cnoty teologiczne rozwijają się, w miarę jak otrzymują wolną przestrzeń do rozwoju dzięki zamieraniu naszego ja. (...) Coraz wyraźniejszą jest we mnie świadomość tych dwóch organicznych procesów toczących się we mnie: procesu umierania starego człowieka i wzrastania nowego."[5] Widzimy więc, jak to obdarowanie wiarą sprawia w człowieku początek innych cnót. To jednak nie wyczerpuje całej treści daru wiary. Mieści się w nim także siła, moc łaski Bożej, która pozwala podjąć wezwanie zawarte w objawieniu się Boga i zrealizować je: "Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia. (Flp 4, 13). Ten, który wzbudził w nas pragnienia, może też dać ich wypełnienie. (...) Na tle naszej słabości ma się ujawnić moc Boga - najpierw jako możliwości, którą musimy zaakceptować wiarą i ufnością (...), musimy szczerze i dogłębnie zaakceptować swoją niemoc i to, że sami zawodzimy - bo to jest prawda, ale to uznanie ma być tylko zrobieniem miejsca dla innego uznania: że moc Boża nie jest niczym ograniczona, że u Boga nie ma nic niemożliwego i tej mocy trzeba zaufać."[6]Przykładem podanym przez Autora jest tu Maryja w scenie Zwiastowania.[7] W duchu takiego zawierzenia, ilekroć zadania wydają się przerastać możliwości człowieka, nie ma sensu pytanie: "czy dam radę, czy wytrwam?". Jest to według ks. Blachnickiego rodzaj pokusy odstręczającej od dobrego dzieła przez ponowne skoncentrowanie uwagi na własnej tylko aktywności, zamiast na tym, co wynika z wiary. Z wiary zaś wynika - zdaniem Autora - iż "Bóg nie żąda od nas niczego więcej, jak spełnienia zadania bieżącego, jak wytrwania w chwili obecnej. A na tę chwilę obecną zawsze daje wystarczającą łaskę."[8] Wreszcie otrzymanie daru ma charakter zobowiązujący: "To jest podstawowe prawo nowego życia: że prawda musi być przez nas przyjmowana jako prawo życia, jako przykazanie. Prawda Boża nie jest dana dla oświecenia naszego umysłu, pomnożenia naszej wiedzy, ona jest wezwaniem skierowanym do naszej osoby, do całej egzystencji (...)."[9] Wiara prowadzi do konkretnej decyzji opowiedzenia się za Jezusem i stanie się Jego uczniem. Uczniem Chrystusa może stać się człowiek który posiada dojrzałą wiarę. Formacja dojrzałych chrześcijan była najważniejszą troską ks. Blachnickiego duszpasterza i jako wychowawcy. Ten cel uznał on za istotną diakonię założonego przez siebie Ruchu Świat łożycie[10], ponieważ tylko wiara dojrzała jest wiarą integrującą. Postawa dojrzałej wiary jest dziś zdaniem Autora koniecznie potrzebna, przede wszystkim jako fundament chrześcijańskiego postępowania i podstawowy warunek świadectwa.[11] Zastanówmy się wobec tego, jakie powinny być cechy wiary dojrzałej. Refleksję na ten temat zawarł ks. Blachnicki w sześciu punktach, określonych jako "komponenty postawy dojrzałej wiary": I. Życie słowem Bożym jako słowem życia - "Chrześcijaninem i nowym człowiekiem jest naprawdę dopiero ten, kto podejmuje stały wysiłek życia słowem Bożym na codzień, tj. rozwiązywania wszystkich problemów życia w świetle słowa Bożego (...)" II. Życie modlitwą - "Oddechem nowego życia jest modlitwa pojęta jako pierwsza odpowiedź na słowo Boże i osobisty, bezpośredni kontakt z Chrystusem - swoim Zbawicielem i Panem, któremu przez modlitwę w każdej sytuacji oddajemy i poddajemy siebie (...)" III. Metanoia - "(...) stały wysiłek nawrócenia, przemiany przez przyjmowanie i realizowanie w życiu ewangelicznej hierarchii wartości. Wymaga to ciągłego przekreślania swego egoizmu, umierania starego człowieka, przechodzenia na drogę służby, posiadania siebie w dawaniu siebie. Nowe życie musi ciągle tworzyć nową kulturę, czyli ewangeliczny styl życia i obyczaju (...)." IV. Życie sakramentalne - "Życie nowe musi ciągle odnawiać się u źródła, jakim jest Chrystusowe dzieło zbawcze, uobecnione w sakramentach, szczególnie w Eucharystii." V. Świadectwo - "Nie można zatrzymać w sobie daru nowego życia i rozwijać go bez dawania Świadectwa o nim wobec innych, bez dzielenia się nim z innymi (...)." VI. Diakonia we wspólnocie lokalnej - "(...) wrastanie w życie konkretnej wspólnoty chrześcijańskiej (...) przez poddanie się w posłuszeństwie prawom jej życia i jej przełożonym oraz przez podjęcie współodpowiedzialności za wzrost życia tej wspólnoty (...) w konkretnej posłudze - diakonii na rzecz wspólnoty przez aktualizację otrzymanych darów - charyzmatów."[12] Część tych założeń była już rozpatrywana w poprzednich rozdziałach jak dawanie świadectwa i posługi poszczególnych diakonii we wspólnotach lokalnych. W tym miejscu ograniczmy się tylko do streszczenia myśli wypunktowanych przez samego Autora jako zasady szczególnie ważne. Najpierw więc "chrześcijaństwo musi stać się wydarzeniem osobowym"[13]. Polega ona na tym, aby "przeżywać swoje chrześcijaństwo jako osobistą relację do Chrystusa w Duchu Świętym"[14]. Następna zasada mówi, iż "być dojrzałym chrześcijaninem to znaczy w każdej sytuacji życiowej, w każdym momencie, w każdym okresie swego życia żyć zgodnie z wolą Bożą"[15]. Wskazuje to na konieczność postawy całkowitego oddania i zawierzenia. Wreszcie "gdy potrafię przeżywać swoją niedoskonałość w osobowej relacji do Chrystusa Zbawiciela, to jestem dojrzałym chrześcijaninem”[16]. Widzimy więc, że w ten sposób dokonana analiza wiary ma mocne podstawy w personalistyczno - dialogicznej wizji osoby, a nade wszystko mocne podstawy chrystologiczne. Jest więc wiara pewnym fundamentem "nowego życia w Chrystusie" czyli stanie się uczniem Chrystusa co zakłada ewangelizacja. Osobiste doświadczenie wiary ewangelizatora jest potrzebne w świadectwie dawanym osobom które są ewangelizowane.
1.2. "Ufna nadzieja"
Przystępując do analizy kolejnego motywu działania "nowego człowieka", który przeszedł w swoim życiu ewangelizację przypomnijmy zasadę, iż "wolność jest faktem wewnętrznym, którego nikt z zewnątrz nie może nam odebrać."[17] Tym czego się człowiek lęka najbardziej, jest niewola, uzależnienie. Nadzieja czy ufność jawi się natomiast w pismach ks. Blachnickiego przede wszystkim jako przeciwieństwo lęku, niepokoju, które to stany dezintegrują i zniewalają człowieka. Skoro zaś istotą wolności jest życie w prawdzie, nie ma powodów do lęku czy poczucia beznadziejności. Autor wskazuje, że "są dwie formy zależności, które mają różne źródła w człowieku. Jest zależność słabego od silnego i wtedy źródłem bezpośrednim tego stanu zależności jest strach. Jest jeszcze inna zależność, w którą człowiek wchodzi w sposób dobrowolny, a której źródłem jest miłość."[18] Ta druga zależność charakteryzuje m.in. relację człowieka wobec Boga. Nadzieja - czyli ufność i pokój - ma swe źródło w Chrystusie: "Ciągle powtarzają się w Ewangelii słowa: Nie bójcie się,nie lękajcie się, nie trwóżcie się. W nich zawiera się zasadnicza treść Dobrej Nowiny - Ewangelii. A wyrasta ona stąd, że Chrystus objawił nam Boga jako Ojca i daje nam udział w swoim synostwie."[19] Wskazuje Autor najpierw na słowa z ewangelii wg. św. Jana: Niewolnik nie przebywa w domu na zawsze, lecz Syn przebywa na zawsze. Jeżeli więc Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiście wolni (J 8, 35-36).[20] Nawiązuje tu do wspomnianej dialektyki: niewolnik - pan, niewolnik - syn. Lęk jest postawą właściwą niewolnikowi. Postawę synostwa natomiast odnajduje Autor w przypowieści o synu marnotrawnym[21]: "Przypowieść o ojcu miłosiernym - który wychodzi na spotkanie i w ogóle nie przypomina mu jego grzechów, ale raduje się, że syn wrócił - uczy nas, że każdy z nas ma prawo wrócić, choćby popełnił nie wiem jakie grzechy, że każdy z nas ma zawsze prawo powrotu przez Chrystusa i pewność, że będzie przyjęty. W tym zawarte jest ostateczne przezwyciężenie wszelkiego stanu niepewności, wszelkiego zagrożenia, wszelkiego lęku, który odczuwamy na dnie naszej istoty. (...) Jedynie wejście w relację synostwa do Ojca zwycięża ostatecznie lęk i strach. Wchodząc w tę relację stajemy się ludźmi w pełni wolnymi. (...) Bo jeżeli człowiek wierzy, to znaczy, że mówi do Boga Abba- Ojcze, to znaczy, że ufa Bogu, a wtedy we wszystkich cierpieniach i trudnościach znajduje rozwiązanie."[22] Drugie ważne spostrzeżenie to fakt, że "relacja synowska Chrystusa wobec Ojca jest czymś nieodwracalnym. Jeżeli Chrystus nas włącza w swoje synostwo Boże, jeżeli przyjmuje nas za swoich braci, to również i my weszliśmy w taką relację do Boga jako Ojca, że nie możemy jej nigdy utracić."[23] Tak więc dla chrześcijanina w zasadzie nie ma "sytuacji bez wyjścia" - zawsze pozostaje wyjście jedynie pewne: zwrócić się ku Bogu. "Jeżeli wejdziemy w taką relację do Boga jako Ojca, to w wyniku tego przezwyciężymy wszelki lęk i strach. Bo czego byśmy się mogli obawiać, jeżeli naprawdę uwierzyliśmy w to, że Bóg jest naszym Ojcem? Bóg, który jest wszechmocny, równocześnie miłuje nas, przygarnia i wprowadza w relację rodzinną, synowską w stosunku do siebie."[24] Tę samą prawdę przedstawia też ks. Blachnicki bardziej obrazowo: "(...) jeżeli zabieram się do jakiegoś dzieła «na spółkę» z Bogiem, to trzeba poważnie Boga jako «Wspólnika» potraktować i Jego możliwości wkalkulować w dzieło. Wtedy okazuje się, że zupełnie inne są proporcje."[25] Pozostaje tylko pytanie wcześniej postawione: czy wierzę naprawdę? - to znaczy: czy zawierzam? W dalszym rozważaniu o ufności i nadziei sięgnijmy za ks. Blachnickim do przykładu Symeona z Ewangelii wg św. Łukasza[26]: "Pozwól, o Panie odejść swemu słudze w pokoju. Codziennie w Eucharystii przeżywamy to samo: spotykamy się z Chrystusem i z przyniesioną nam przez Niego rzeczywistością zbawienia; to spotkanie daje nam pokój i zbawienie. (...) W zetknięciu się z Chrystusem w Eucharystii musi się dokonać w nas to, co dokonało się w Symeonie (...). Jeśli znaleźliśmy Chrystusa, jeśli naprawdę uwierzyliśmy, że Bóg przyszedł w Chrystusie po to, aby nas zbawić, to już nie możemy czuć się zagrożeni. Wtedy wszelkie lęki i niepokoje wynikające z poczucia zagrożenia muszą zniknąć. (...) Bo jeśli uwierzyliśmy naprawdę, to nie ma dla nas już żadnego zagrożenia: Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?"[27] Wskazuje tu Autor na fakt, że my także, poprzez sakramentalne tajemnice, doświadczamy tego, co dane było Symeonowi: spotykać Boga. Powinny stąd wynikać określone konsekwencje dla naszej postawy. Doświadczamy przecież, że "Bóg z nami", więc powinniśmy żyć w nadziei: "któż przeciwko nam?". Taka nadzieja jest źródłem pokoju. "Nie znaczy to, Że takie spotkanie uwolni nas od cierpień, od walki, od różnych trudności, ale będziemy mogli z tym wszystkim pójść do Chrystusa i te cierpienia, które są związane z nieuchronnym umieraniem, włączyć w umieranie Chrystusa. Cierpienie pozostanie, ale będzie ono przepromienione jakimś wewnętrznym pokojem, który płynie z wiary, że nasze cierpienie jest włączone w umieranie Chrystusa i dlatego musi rodzić życie i doprowadzić do zwycięstwa, do zmartwychwstania."[28] Aby żyć nadzieją, trzeba sobie najpierw uświadomić źródło swojego lęku: "Lęk rodzi się z zagrożenia. Lękamy się, gdy grozi nam cierpienie i śmierć, utrata jakiegoś dobra (...). Przezwyciężamy zaś lęk, gdy dobrowolnie zgodzimy się na cierpienie lub utratę czegoś - w imię wyższych wartości. Inaczej mówiąc - gdy zaakceptujemy Krzyż. (...) Krzyż wyznacza więc drogę wyzwolenia. Od prawdy prowadzi droga do wyzwolenia tylko przez krzyż, bo krzyż, akceptacja krzyża pozwala nam zwyciężyć lęk, bezpośrednią przyczynę naszego zniewolenia. Zaakceptowanie krzyża ostatecznie jest możliwe tylko w oparciu o wiarę w Boga, który jest gwarantem najwyższych wartości. Przyjęcie cierpienia i oddanie życia za prawdę jest zarazem aktem zaufania i miłości wobec Boga. W Nim bowiem jest gwarancja ostatecznego zwycięstwa prawdy, sprawiedliwości i miłości.”[29] Skoro problem wynika z lęku przed utratą wartości, trzeba sobie jasno powiedzieć, które wartości są prawdziwe: „W obliczu Chrystusa uświadamiamy sobie, że wszystkie pragnienia, jeśli nie są skierowane do Niego, są pomyłką i nie udanie się ich nie jest żadnym nieszczęściem. I będziemy radować się z tego, że to czy tamto się nie udało, nie powiodło nam się, nie osiągnęliśmy tego, bo widocznie to nie jest wolą Chrystusa, jest nam niepotrzebne.”[30] Tak więc ponownie widzimy, jak bardzo istotny dla nadziei jest fundament wiary. Przykładem tak rozumianej nadziei (lub też ufności) w praktyce jest osobiste świadectwo ks. Blachnickiego: „Ufność to najpiękniejsza, najcudowniejsza łaska. (...) W swojej świadomości bywałem całkowicie opuszczony, oddany na działanie skażonych sił mojej jaźni, byłem jakby wrzucony do tygla rozgrzanego, abym się tam roztapiał i oczyszczał, ale przez cały ten czas - nawet gdy o tym nie wiedziałem - byłem w Jezusie, Jego niewidzialna ręka mnie podtrzymywała. Przez cały ten czas nigdy nie zachwiała się moja wiara i zawsze byłem w nadprzyrodzonym zjednoczeniu z Nim. Z tą ufnością spoglądam także w przyszłość. Z mocną ufnością, że Jezus prowadzi mnie według swych odwiecznych planów. Jakiekolwiek przyjdą na mnie utrapienia (...), zawsze muszę wierzyć, że On wszystko zsyła (...), że wszystko jest dowodem Jego miłości, wszystko to są etapy na drodze do Niego (...). Ja nie muszę się troszczyć o plan i szybkość tej drogi, tylko w każdej chwili brać na siebie to, co we mnie jest i mówić: Jezu, ufam Tobie. To jest cudowna droga ufności, wiodąca ku wiecznej miłości.”[31] Autor nic nie mówi o tym, że omijały go cierpienia. Jednakże uderzające jest dostrzeganie obecności Boga we wszystkich wydarzeniach życia. Nawiązując do omówionej postawy ufności, zapoznajmy się z ukazaną przez ks. Blachnickiego swoistą „typologią nadziei”, składającą się z trzech etapów rozwoju tej cnoty. Nazwane zostały one „stopniami oczyszczania nadziei”.[32]Pierwszy stopień - nadzieja spontaniczna - zachodzi wtedy, gdy człowiek „dotknięty łaską Bożą” powierza swoje życie Bogu z ufnością i nadzieją, prosząc o rzeczy obiektywnie dobre. Początkowo Bóg wysłuchuje tych próśb, by dać umocnienie w wierze. Drugi stopień - nadzieja doświadczana (oczyszczana) - to czas "milczenia Boga". "Człowiek wprawdzie prosi o rzeczy obiektywnie dobre (...), ale pragnie tych rzeczy dla siebie (...)." Trzeci stopień - nadzieja czysta (heroiczna) - to całkowita rezygnacja człowieka z własnej inicjatywy w wysuwaniu pragnień i próśb na rzecz absolutnego zawierzenia miłości i dobroci Boga.[33] Nietrudno tu dostrzec szczególne podobieństwo z podstawowymi założeniami koncepcji "nowego człowieka", wśród których był też warunek "pokornej i ufnej zależności" czyli "prawdziwej religijności", która jest spowodowana przyjęciem Jezusa jako osobistego Pana i Zbawiciela. Wreszcie kolejna myśl ks. Blachnickiego to postulat, aby być świadkiem swojej wiary i nadziei: "Nasza wiara musi wyrazić się w tym, że mamy pokój i umiemy go innym ukazać, że umiemy innych uspokoić naszym pokojem. To będzie świadectwo, kiedy potrafimy wejść w życie i pójść do ludzi, którzy przeżywają stany zagrożenia, lęki i niepokoje, i zaświadczyć, że to wszystko pochodzi ostatecznie stąd, że naprawdę nie uwierzyli w Chrystusa (...)"[34] Można powiedzieć, że w pewnym stopniu jest to postawa człowieka, który przeżył ewangelizację. Natomiast potem ma dalej świadczyć tam gdzie będzie postawiony w swoim życiu. Postawa ufności i pokoju stanowi bowiem w pojęciu Autora niezwykle silny motyw przekonywujący. To właśnie zawiera się w określeniu novum objawionego przez Chrystusa: Ewangelia - "Dobra" albo "Radosna Nowina". Natomiast brak postawy nacechowanej ufnością i pokojem może sprawiać wrażenie, że "wiara na nic się w życiu nie przyda"[35] Dlatego "w zrozumieniu, że istotą ewangelizacji jest głoszenie radosnej nowiny o odkupieniu i wyzwoleniu człowieka we wszystkich wymiarach jego aktualnej egzystencji - leży źródło jej atrakcyjności, mocy i skuteczności. Ewangelizacja, która pomija aktualne problemy dręczące człowieka i nie ukazuje drogi do ich rozwiązania, która porusza tylko uczucia i postuluje ucieczkę od życia, nie pociągnie współczesnego świata, którego centralnym problemem jest problem wyzwolenia człowieka."[36] Nadzieja, która umacnia naszą wiarę jest również ważnym elementem w ewangelizacji. Moje osobiste doświadczenie wiary, wiąże się z doświadczeniem nadziei, która umacnia i pomaga wytrwać człowiekowi w postanowieniach, które powziął w czasie swego osobistego spotkania z Chrystusem. Ewangelizator musi pokazać osobie ewangelizowanej, że nadzieja jest niezbędnym elementem wiary.
1.3. Miłość Boga i bliźniego
Przystępujemy wreszcie do omówienia trzeciej cnoty teologicznej, która pojawiła się już jako wątek towarzyszący wierze i nadziei. Należy zacząć od stwierdzenia Autora, że "miłość o wiele głębiej wnika w drugiego człowieka, niż rozum. Na tej płaszczyźnie musimy widzieć nasze spotkanie z Bogiem."[37] Miłość jest sposobem komunikacji pomiędzy człowieka z Bogiem, a najpełniejszym wzorem takiej relacji jest sam Chrystus, który "otrzymuje istnienie od Ojca po to, aby oddać Mu je z powrotem w wolnym akcie miłości"[38] Taka sama postawa dotyczy człowieka, który "jest powołany do komunii, do zjednoczenia z samym Bogiem, z Osobą Bożą. Dopiero wtedy znajduje człowiek swoje wypełnienie, kiedy wejdzie w taką relację do Boga, że przyjmując oddanie się Jemu, sam oddaje siebie Bogu w sposób wolny, posiadając siebie w tym akcie dawania."[39] W sposób wolny człowiek musi wybrać Chrystusa. Jest również druga bardzo ważna postawa obowiązująca człowieka - relacja miłości wobec bliźniego: "Bóg chce, żeby człowiek urzeczywistniający siebie w taki sposób, był równocześnie zjednoczony z innymi ludźmi, dlatego miłość skierowana ku Bogu jest także skierowana ku innym ludziom i dlatego są dwa przykazania miłości: przykazanie miłowania Boga nade wszystko, a bliźniego jak siebie samego. Tu dochodzimy do najgłębszego teologicznego uzasadnienia powołania człowieka"[40]. Z tego wynika zasada życia „nowego człowieka” sformułowana przez ks. Blachnickiego: "Co to znaczy wychować «nowego człowieka»? Znaczy to: Uświadomić mu powołanie do miłości, do posiadania siebie w dawaniu i ukazać mu drogę do urzeczywistnienia tego powołania w relacji do Boga i do innych ludzi. Nowy człowiek - to człowiek żyjący przez miłość, której istotą jest posiadanie siebie w dawaniu siebie."[41] Słowo "miłość" wymaga bardziej precyzyjnego określenia, co pozwali uniknąć nieporozumień, związanych z jego potocznym i często zdewaluowanym znaczeniem. Autor określa więc, że "pierwszym prawem nowego życia, które streszcza w sobie wszystkie inne (...) jest prawo nazwane grecko-biblijnym słowem: Agape. Polskie, odpowiadające temu słowo «miłość» jest wieloznaczne i nie kojarzy się od razu z treścią, którą wyraża to grecko-biblijne słowo (...).Agape - to miłość piękna, bezinteresowna, osobowa (nie zmysłowa), polegająca na tym, że osoba czyni wolny dar z siebie, posiada siebie w dawaniu siebie."[42] Ks. Blachnickiego zauważa dalej, że miłość jako ofiarowanie siebie jest fenomenem specyficznie ludzkim: "Powszechnie w Świecie istot żywych panuje przecież prawo zachowania gatunku - instynkt, który zachowanie swego życia czyni pierwszym celem. Tylko człowiek jest zdolny do uczynienia ofiary ze swego życia dla ratowania życia drugiego człowieka albo też społeczności ludzkiej. Odpowiedź na to pytanie może nam dać tylko Ten, który stworzył człowieka. Tylko w Bogu możemy znaleźć rozwiązanie tajemnicy człowieka. A odpowiedź, jaką daje nam Objawienie, jest taka: Bóg stworzył człowieka na swój obraz i swoje podobieństwo. (...) W Nowym Testamencie najważniejsza wypowiedź o Bogu, którą przyniósł nam Chrystus, brzmi: Bóg jest miłością. Jeżeli człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga, to również istotę człowieka trzeba określić poprzez słowo «miłość». (...) Człowiek dopiero wówczas realizuje swoje podobieństwo Boże i wtedy dopiero jest sobą, kiedy posiada siebie w dawaniu siebie, kiedy czyni bezinteresowny dar z siebie."[43] Ten dość długi cytat wyczerpująco przedstawia, jak rozumie ks. Blachnicki istotę miłości i jakie znaczenie jej przypisuje. Autor ukazuje jeszcze inny aspekt miłości. Skoro ona jest darem, to trzeba się na ten dar otworzyć, przyjąć go. Dar miłości domaga się odpowiedzi, aby można było mówić o zaistnieniu relacji: "Miłość może być przyjęta tylko w akcie wolnej odpowiedzi na nią, a tą odpowiedzią może być tylko wolne oddanie siebie we wzajemnej miłości.[44]" Miłość jest więc darem Boga dla człowieka. Można powiedzieć, że jest to dar największy, albo też że wszystkie inne dary Boga są w gruncie rzeczy tym jednym: przejawem miłości darowanej człowiekowi. Miłość w sensie Agape określa relację Boga do człowieka. Także drugie prawo - konieczność przyjęcia, otwarcia się - dotyczy tej miłości. Bóg bowiem obdarowuje, ale nie zmusza do przyjęcia daru. Pragnie On jednak człowieka uzdolnić do postawy otwartej. Tak pisze o takiej postawie ks. Blachnicki: "Na tym polega Odkupienie: Chrystus przyszedł do człowieka jako Bóg, który chce człowiekowi dać siebie (...). Miłość tę może człowiek przyjąć tylko w akcie wzajemnej miłości, w akcie wzajemnego oddania siebie. Człowiek jednak sam z siebie jest niezdolny do tego, dlatego dopełnieniem Odkupienia jest zesłanie Ducha Świętego, który jest w nas miłością pochodzącą od Boga, miłością polegającą na dawaniu siebie; Miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego (Rz 5,5)."[45] W ten sposób najkrócej została przedstawiona istota Misterium Paschalnego. Odpowiedzią na miłość Bożą objawioną przez Chrystusa w Duchu Świętym ma być miłość człowieka. Istnieją jednak siły, które starają się tej odpowiedzi przeszkodzić, skierować ludzką miłość w ku innym celom. Ks. Blachnicki identyfikuje je w oparciu o tekst z 1 Listu Św. Jana (2, 16), wskazując zarazem Środki powrotu w miłości do Boga: "Pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia - to są siły, które przywiązują nas do tego Świata. Pomocą w ich radykalnym przezwyciężeniu są rady ewangeliczne: czystość, ubóstwo i posłuszeństwo. Czystość - zwycięża pożądliwość ciała; ubóstwo - zwycięża pożądliwość oczu; posłuszeństwo - zwycięża pychę tego życia. Wybór życia według rad ewangelicznych jest decyzją radykalnego przezwyciężenia tego wszystkiego, co nas przywiązuje do Świata, po to, abyśmy mogli być wolni do umiłowania Boga Ojca, do doskonałego wypełnienia Jego woli."[46] Droga rad ewangelicznych nie jest w myśli Autora jakimś elitarnym rozwiązaniem, jednoznacznym z wejściem na drogę zakonną. Głosi on przecież za Soborem Watykańskim II ideę powszechnej świętości. Powyższy cytat zaczerpnięty jest z tekstu adresowanego do Świeckich. Jest propozycją, aby duchem czystości, ubóstwa i posłuszeństwa przeniknąć "normalne", Świeckie życie. Ks. Blachnicki nie przeciwstawia kategorycznie "umiłowania Świata" i "umiłowania Boga". Nie chodzi mu o to, aby gardzić tym co ziemskie, a miłować Boga. Miłując Boga, można też miłować Świat, ale jedynie jako dar Boży i ze względu na Tego, który jest dawcą. Można bowiem znaleźć "trzecią drogę": zdążać do Boga poprzez Świat, postrzegany głównie jako dobro, które jest dane, by czynić z niego dobry użytek, angażując się w służbę bliźnim. Jest to dziś prawdziwa pobożność, nowy model świętości. Odpowiedź na miłość Bożą objawioną w Chrystusie prowadzi nas do Ścisłego zjednoczenia woli i miłości z wolą i miłością Chrystusa. Stąd wynikają konsekwencje dla naszego życia: "Komunia z Chrystusem polega na tym, że myśli Chrystusa stają się naszymi, pragnienia Chrystusa stają się naszymi, miłość Chrystusa staje się naszą, to znaczy miłujemy to, co On miłuje, miłujemy tych wszystkich, których On miłuje - bo w miłości wszystko musi być wspólne (...). A ponieważ Chrystus jest Bogiem, który przyszedł zbawić wszystkich ludzi i miłość Chrystusa obejmuje wszystkich ludzi, dlatego miłując Chrystusa nie możemy nie miłować braci, nie możemy nie miłować innych ludzi. Chrystus dał nam przykazanie: Abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem (J 13,34). Miłość Chrystusa staje się naszą miłością. Nasze serca muszą się poszerzyć na miarę miłości Chrystusa."[47] W ten sposób miłość Boga niejako automatycznie przechodzi w miłość bliźniego. £amie ona wszelkie bariery i podziały między ludźmi: "Tam, gdzie jest nowy człowiek, tam już nie ma ani Greka, ani Żyda, to znaczy, że nowy człowiek, który jest dziełem Boga w nas, tworzy jedność, która niweluje wszelkie różnice, wszelkie podziały rasowe, społeczne i inne. Jedność nowego człowieka jest czymś nadrzędnym i na tej bazie musimy się spotkać, musimy tę jedność, która jest nam już dana, ale równocześnie zadana - realizować.[48]" Wychodząc z takiej wizji miłości, Autor następująco interpretuje przykazanie miłowania bliźniego jak siebie samego (Ga 5, 13-14): "Spotykamy się czasem z taką interpretacją (...), że to przykazanie rzekomo nakazuje miłować najpierw siebie, bo jeżeli mam miłować bliźniego jak siebie samego, to muszę najpierw siebie miłować, a potem dopiero drugiego. To jakieś przewrotne tłumaczenie (...). Sens powyższego przykazania jest zupełnie inny. Chodzi w nim o to, żeby dokonać pewnego podstawienia: tak jak w centrum mojej miłości jest moje własne ja, tak mam w miejscu tego japodstawić ty drugiego człowieka. Tak jakbym chciał miłować siebie, tak mam miłować drugiego człowieka."[49] Posiadanie takiej miłości nie jest możliwe bez pomocy Ducha Świętego, "który jedynie może odmienić serce człowieka, bo człowiek jest tak dalece skażony przez miłość własną, przez grzech, że sam z siebie nie jest zdolny wyzwolić się z tej niewoli, nie jest zdolny do aktu bezinteresownej miłości i służby. Musi być w nas zaszczepiona nowa dynamika, nowa siła, a tą nową dynamiką, nową siłą jest Duch Święty w nas. (...) Można by to słowo Agape pisać dużą literą i wtedy jest ono nazwą, imieniem własnym Ducha Świętego, bo On jest miłością uosobioną."[50] Człowiek żyjący w łasce Ducha Świętego całkowicie zmienia swoje patrzenie na bliźniego: "punktem wyjścia zawsze będzie pytanie: co ja mogę dać drugiemu człowiekowi, w czym mogę mu służyć, w czym mogę go uszczęśliwić, wzbogacić."[51] Z wszystkich cnót Boskich najważniejszą jest miłość. Można powiedzieć za Św. Pawłem: „Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: z nich zaś największa jest miłość”(1 Kor 13.13). Doświadczenie miłości w procesie ewangelizacyjnym jest bardzo ważne, gdyż dzielenie się miłością Boga może w niejednej osobie zmienić patrzenie na Boga - z surowego Ojca na miłosiernego. Miłość czyni nas odpowiedzialnych za drugiego człowieka. Autor spostrzega, że absolutnie nie jest najistotniejsza miłość w znaczeniu uczuciowym. Uczucie nie wyklucza prawdziwej miłości, ale też się z nią jednoznacznie nie utożsamia. Potocznie rozumianą "miłość uczuciową" ks. Blachnicki charakteryzuje jako niestałą i niezobowiązującą. Co gorsza - dostrzega w niej silny element egocentryczny, który sprawia, że miłość taka nieodwzajemniona rodzi smutek, rozżalenie czy wreszcie zazdrość. Nie służy więc bynajmniej rozwojowi osoby w kierunku "nowego człowieka".[52] W miłości "uczuciowej" jest pewne "ryzyko bałwochwalstwa", "adorowania drugiego" przez przesadne okazywanie miłości. Natomiast "miłość nadprzyrodzona unika tego niebezpieczeństwa. Albowiem bierze ona bliźniego w całej prawdzie, widzi jego wady i błędy. Nie chce ona drugiemu dogadzać, ale pragnie jego dobra, czyli oczyszczenia z wad."[53] Dobro drugiego jest tu oczywiście pojmowane obiektywnie, tzn. chodzi o to, co jest dobre w Świetle prawdy. Dlatego bywa, że jest to "miłość okrutna", która dla obiektywnego dobra potrafi "zadawać cierpienia i ranić", ukazując zło w całej prawdzie. Piętnuje jednak same wady i błędy, z całą zaś życzliwością i serdecznością odnosi się do osoby.[54] Czyni też Autor ciekawe odniesienie do nauczania Kościoła, konkretnie do IV rozdziału encykliki Jana Pawła II Dives in misericordia. Przejmuje z niej stwierdzenie, że "miłość prawdziwa, która w języku Nowego Testamentu nazywa sięAgape, «zdolna jest pochylić się nad każdym synem marnotrawnym, nad każdą nędzą moralną, nad grzechem. Kiedy zaś to czyni, ów, który doznaje miłosierdzia, nie czuje się poniżony, ale odnaleziony i dowartościowany» (DM 33). Albowiem «relacja miłosierdzia opiera się na wspólnym przeżyciu tego dobra, jakim jest człowiek, na wspólnym doświadczeniu tej godności, jaka jest mu właściwa. To wspólne doświadczenie sprawia, że syn marnotrawny zaczyna widzieć siebie i swoje czyny w całej prawdzie» (DM 34)."[55] Tak więc za Janem Pawłem II określa ks. Blachnicki istotne dwa warunki Agape: szanować godność człowieka i widzieć go w prawdzie. Tylko tak można przyczyniać się do jego prawdziwego dobra. Jednym z najważniejszych "dzieł miłosierdzia" jest wobec tego "wyzwalanie przez prawdę".[56] Tak więc w koncepcji ks. Blachnickiego "miłość to bezinteresowne pragnienie dobra drugiego. Miłość prawdziwa niezależna jest od wzajemnej miłości: ona zniża się ku nędzy drugiego, aby ją podnieść. (...) Do istoty miłości należy także wzajemność, ruch przeciwny. (...) Najpierw musi być czysta miłość z mojej strony. Nie wolno mi w tej miłości szukać siebie, własnej przyjemności. (...) To jest miłość dająca, ofiarująca się. (...)."[57] Istotnym wskazaniem jest wzmiankowane w przytoczonym tekście prawo do wzajemności. Wydaje się to oczywiste i sprawiedliwe. Szerzej pisze Autor: "Umiłowany powinien zareagować na miłość. Najpierw poznaniem, uznaniem, dostrzeżeniem miłości. Potem zaufaniem tej miłości. (...) Potem powinna się budzić wdzięczność i miłość wzajemna."[58] W przeciwnym razie może się rodzić poczucie krzywdy i odrzucenia. Wzajemność nie może jednak stanowić warunku obdarzania kogoś miłością. Prawdziwa Agape jest bowiem bezinteresowna i zdecydowana kochać nawet pomimo otrzymywanego w zamian cierpienia: "krzyża niewdzięczności" - gdy za objawy miłości nie otrzymujemy od bliźnich wzajemności, a czasem wręcz przeciwnie: lekceważenie i odrzucenie; "krzyża niewiedzy" - gdy nie wiemy, jak oni reagują wewnętrznie, jak odczytują i rozumieją okazaną miłość; "krzyża niemocy" - gdy nie możemy w pewnych sytuacjach dać dobra bliźniemu, zmienić jego postawy. Miłować "pomimo tego" - to dowód autentycznej miłości bliźniego. W ten sposób miłość staje się czysta, ufna, wytrwała i bezinteresowna.[59] Zbierając w jedno wszystkie te wątki można powiedzieć, że ważną cechą miłości w ujęciu ks. Blachnickiego jest odpowiedzialność za dobro bliźniego.
2. Życie modlitewne.
Cnoty Boskie sprawiają w człowieku większe potrzeby kontaktu z Bogiem. Można powiedzieć, że zakładają wzmożone życie modlitewne. „Modlitwa jest bowiem istotnym kryterium i jakby oddechem”[60] człowieka. W Ruch Światło - Życie jest istotnym elementem w formacji. Spotkania po akcji ewangelizacyjnej, a następnie rekolekcje Oazy Nowgo Życia stopnia podstawowego mają wytworzyć w człowieku praktykę codziennej modlitwy. W tymże uchu jest praktykowana modlitwa którą Autor nazywa „namiotem spotkań”[61]. Jest to „osobiste studium Pisma Św. w duchu modlitewnym[62]. W ten sposób jest akcentowane spotkanie ze Słowem Bożym, co gwarantuje owocne spotkanie i dialog z Chrystusem Euchatystucznym. Sam Pan Jezus w Ewangelii mówi: „Trzeba się zawsze modlić i nigdy nie ustawać” i popiera te słowa osobistym przykładem. Można powiedzieć, że te słowa i przykład jasno określają znaczenie modlitwy w życiu chrześcijańskim. Wiadomo najważniejsze znaczenie ma miłość, bo ona nadaje sens wszystkiemu. Bardzo wiele znaczeń modlitwy wypływa w życiu człowieka wypływa ze związku modlitwy z miłością. Jak mówi ks. Blachnicki „jest ona źródłem i potrzebą miłości, która dąży do obcowania i wymiany z Tym, którego kochamy. Jest źródłem ciągle objawiającym i potęgującym naszą miłość, która jest przecież darem: <>. Jest wreszcie wyrazem naszej miłości do ludzi, więzią zdolną przezwyciężyć wszystkie dystansy, lekarstwem na wszelkie jej niedomagania i doskonałą jej szkołą”[63]. Jak widać w życiu chrześcijańskim jest bardzo ważna modlitwa. Jest bardzo Ścisły związek modlitwy z cnotami Boskimi. Aspekt związku modlitwy z miłością zostało powyżej przedstawione. Relacje między modlitwą a wiarą to praktycznie całe nasze życie religijne. Natomiast modlitwa a nadzieja, wnoszą bardzo istotne elementy w naszym stosunku do Boga. „Można powiedzieć kurtko, że modlitwa jest koniecznym wyrazem żywych w nas cnót teologicznych, które z pewnością nie utrzymują się bez niej długo”[64]. Modlitwa jest uznaniem naszej zależności od Boga, uznaniem, że istniejemy tylko dzięki Niemu i w każdej chwili otrzymujemy od Niego wszystko, czym jesteśmy i wszystko, co mamy[65]. Można powiedzieć, że jest ona uznanie prawdy o sobie, uznaniem tego, że wszystko jest zależne od Boga. Jest ona w pewnym rodzaju dawaniem Świadectwa, że nasze życie jest nieustannym dialogiem między Bogiem a człowiekiem. Takie rozważanie można zakończyć stwierdzeniem ks. Blachnickiego: „Bez modlitwy nie ma chrześcijaństwa. To stwierdzenie trzeba brać jak najbardziej dosłownie. Szczególnie w życiu, które nie daje żadnych zewnętrznych ram i podpórek, które nie zapewnia społecznego klimatu nastawionego na modlitwę - sprawa osobistej dbałości o modlitwę, ciągłego, wytrwałego starania się o „stałą, Świadomie przeżywaną łączność z Bogiem” - może pełnić rolę czułego barometru, może być sprawdzianem wierności Bogu”[66]. Modlitwa jest oddechem Nowego Życia, podtrzymuje i rozwija życie duchowe, daje możność nawiązania bezpośredniego kontaktu z osobą Chrystusa. Jednocześnie modlitwa jest wielkim przywilejem i radością nowego człowieka, który zna przeogromną wartość spotkania i rozmowy z Chrystusem, Bogiem i Zbawicielem, Przyjacielem i Oblubieńcem. W pewnym sensie jednak modlitwa musi być też przeżywana jako obowiązek. Ludzka natura skażona przez grzech nie zawsze będzie usposobiona do modlitwy, która dla niej zawsze łączy się z koniecznością wysiłku i ascezy, bo tylko kosztem przekreślenia egoizmu skażonej natury można wychodzić na spotkanie Pana. Dlatego w oparciu o sąd wartościujący wiary, a nie emocjonalne przeżycie, osoby które przeszły ewangelizację winny podejmować wysiłek modlitwy i wierności wobec tego radosnego obowiązku. Wierność praktyce wytrwałej modlitwy utrzymuje na drodze wierności powołaniu i życiu według Słowa Bożego. Jest Źródłem mocy do rozwiązywania życiowych problemów. Najważniejsza winna być Świadomość, że to Duch Święty jest w nas Źródłem i nauczycielem modlitwy dlatego Jemu ta dziedzina życia winna być ciągle poddawana. Podsumowując dotychczasowe rozważania o modlitwie można stwierdzić za Autorem: „Oddech nowego życia jest modlitwa, pojęta jako pierwsza odpowiedz na słowo Boże i osobisty, bezpośredni kontakt z Chrystusem swoim Zbawicielem i Panem, któremu człowiek przez modlitwę w każdej sytuacji oddaje i podaje siebie. Nowy człowiek, to człowiek żyjący w nieustannym dialogu z Chrystusem przez modlitwę”[67]. W akcji ewangelizacyjnej również jest bardzo ważna modlitwa. Jest ważna modlitwa wspólnotowa całego zespołu ewangelizacyjnego, jak i modlitwa indywidualna każdego z członków zespołu. Doświadczeniem swojej modlitwy również będą się dzielić ewangelizatorzy. Przyjęcie Jezusa jako Pana i Zbawiciela zakłada większą modlitwę, większy kontakty z Chrystusem[68].
3. Życie sakramentalne.
Przyjęcie Jezusa Chrystusa jako osobistego Pana i Zbawiciela łączy się nie tylko z cnotami Bożymi i życiem modlitewnym, ale również z życiem sakramentalnym. Można powiedzieć, że je nawet zakłada. Jest to w pewnym rodzaju „nowe życie”. Ks. Blachnicki mówi, że „nowe życie ciągle musi odmawiać się u źródła, jakim jest Chrystusowe dzieło zbawcze, uobecnione w sakramentach, szczególnie w Eucharystii. Spotkanie się z Chrystusem w sakramentach musi ciągle dopełniać nasze spotkanie z Nim w słowie przez wiarę i modlitwę”[69]. Do wiary jest przywiązana obietnica życia wiecznego. „Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne” (J 1,12). Za Autorem można powiedzieć, że „uwierzyć, znaczy przyjąć Osobę Jezusa Chrystusa, naszego Zbawiciela w sposób osobisty, zawierzyć Mu, złożyć w Jego ręce swoje losy, poddać Mu swoje życie, uczynić Go swoim Panem”[70]. Takie przyjęcie Jezusa musi dokonać się w zupełnej wolności. Przyjęcie Jezusa w taki sposób zakłada odwrócenie się całkowicie od własnego ja a skierowanie się do Boga w postawie całkowitego i bezinteresownego oddania się. Można powiedzieć, że łączy się to z odpuszczeniem grzechów i pozwoleniem Jezusowi na przekształcenie naszego życia według Jego woli. Ks. Blachnicki mówi: „Osobiste spotkanie z Jezusem w wierze jest punktem szczytowym pierwszej ewangelizacji, poprzedzającej chrzest, i zarazem konkretnym celem, do którego ona zmierza. Na tym przeżyciu bazuje cała formacja w okresie katechumenatu, bowiem na tak pojętej wierze bazuje całe życie sakramentalne”[71]. Jak widać w pierwszej ewangelizacji ważną rolę odgrywają sakrament chrztu, który jest jej konsekwencją. Natomiast gdy chcemy mówić o reewangelizacji ważną rolę odgrywają dwa sakramenty: sakrament Eucharystii i sakrament pokuty. Zaczniemy od sakramenty pokuty a potem przejdziemy do Eucharystii.
3.1. Sakrament pokuty a ewangelizacja
Należy najpierw uświadomić sobie różnicę między tym, co znaczy uznać grzech, a tym co znaczy wyznać grzechy[72]. Bardzo często wyznajemy grzechy, a ich wcale nie uznajemy. Najczęściej dokonuje się to w sakramencie pokuty, co wiąże się z oczyszczeniem naszego wnętrza z grzechów powszednich i ciężkich[73]. Oczywiście istnieje jeszcze spowiedź powszechna w czasie Eucharystii, która zmazuje grzechy powszednie, ale powinno się je wyznać przy najbliższej spowiedzi sakramentalnej[74]. Uznanie naszych grzechów wiązałoby się z poprawą naszego życia. Brak nam często odczucia, że „przez wyznanie grzechów zostaliśmy oczyszczeni i została przez Boga usunięta przepaść, jaka nas od Niego dzieli”[75]. Do ważności sakramentu pojednania jest ważny żal za grzechy. Ks. Blachnicki mówi, że „żal za grzechy może być bardzo głęboki, dojrzały, gdy go uczynimy w każdej sytuacji, kiedy popełnimy grzech. Im bliżej grzechu żal za grzech, tym większa owocność późniejszej spowiedzi. Im wcześniej grzech wyznajemy Bogu, tym wcześniej zostajemy oczyszczeni. Chociaż musimy iść potem pojednać się z Kościołem, to przychodzimy do konfesjonału w świadomości i radości pojednania”[76]. Przy wyznawaniu grzechów musimy je uznać i musimy uznać naszą grzeszność. Będzie się to wiązało ze zmianą naszego życia, bo sam Jezus będzie je przemieniał. „Po prostu musimy stanąć przed Bogiem w całej prawdzie, ukazując Bogu to, co jest w nas. Musimy przyznać się do słabości, do upadków, do niemocy i nie liczyć na żadne swoje zasługi. Nie przychodzimy do Boga po to, żeby się wychwalać, albo żeby mówić: . Nie usprawiedliwiamy się, ale pozostawiamy sąd Bogu. Przyjmujemy z góry Jego osąd”[77]. Uznając swoją grzeszność poddajemy się całkowicie Jezusowi. W innym miejscu Autor mówi o sakramencie pokuty następujące słowa: „Odpuszczenie grzechów to rzeczywistość. Nasze grzechy zostały rzucone jak kamień w wodę. Bóg o nich nie pamięta”[78]. „Ewangelizacja ma ukazywać drogę do życia duchowego. Chrystus, Dobry Pasterz, sam ukazał tę drogę: jest to droga poszukiwania tych, którzy zginęli, tych, którzy potrzebują zbawienia”[79] - tak przedstawia ewangelizację ks. Blachnicki. Można w pewny stopniu porównać ewangelizację z sakramentem pokuty, gdyż wychodzi ona na przeciw zagubionym ludziom. Nie jest ona jednak sama w sobie sakramentem lecz prowadzi do niego. Dalej Autor mówi: „Ewangelizacja ma (...) ukazać drogę do spotkania się z łaską Boga. Bez wiary wyrastającej codziennie ze słowa Bożego, nie możemy w pełni spotkać się z Bogiem. Nie znając Chrystusa, nie poznamy Bożych planów dla naszego życia. Nie znając planu Bożego dla naszego życia, nie za bardzo wiemy po co uczestniczymy w spotkaniach sakramentalnych. Tam bowiem otrzymujemy dary, bez których nie możemy realizować Bożego planu względem naszego życia”[80]. Cała akcja ewangelizacyjna zmierza do tego aby człowiek spotkał się z Bogiem w sakramentach. W rozważaniach na temat sakramentu pokuty ks. Blachnicki mówi: „Krew Jezusa obmyje nas ze wszystkich grzechów, jeżeli Mu zawierzymy i zaufamy, że mocą swojej łaski może to uczynić. Ewangelia ukazuje nam treść sakramentów, ukazuje nam, co dzieje się, gdy przystępujemy do sakramentów”[81]. Jezus jak dobry pasterz poszukuje człowieka, jak zagubioną owieczkę. Gdy znajdzie go mówi: idź i więcej nie grzesz, lub odpuszczone są twoje grzechy. Stoi Chrystus i kołacze zapraszając na ucztę, na wieczerzę. „Ewangelizacja jest - jak mówi ks. Blachnicki - czasem, w którym na nowo można się wsłuchać, tak by usłyszeć Jego głos wzywający do nawrócenia i wierzenia Jego Ewangelii. Zaś sakrament pojednania (...) i wszystkie inne sakramenty to otwarcie się i zaproszenie Chrystusa, by wszedł na ucztę do naszego życia. Mówi Pismo Św.: jesteście Świątynią Boga. Każdy sakrament czyni Świątynię Boga piękniejszą, a wieczerzę z Bogiem wspanialszą”[82]. Człowiek przez grzech oddala się od Boga, można powiedzieć, że zrywa z Nim kontakt. „Jezus Chrystus jest jedyną drogą naszego powrotu do Ojca, ponownego włączenia w Boży plan zbawienia. Jest jedynym środkiem czy pośrednikiem dla otrzymania daru nowego życia. Jezus może nam przywrócić życie, bo umarł za nasze grzechy”[83]. Po przeprowadzonej ewangelizacji trzeba pokazać człowiekowi, że powinien oczyścić się ze swoich grzechów w sakramencie pokuty i pojednania. Sakrament ten czyni w człowieku „nowe życie”, staje się on bardziej otwarty na głos Boga, następuje również spotkanie z Jezusem.
3.2. Eucharystia.
Ewangelizacja prowadzi do wspólnoty wierzących[84]. Ks. Blachnicki mówi, że „wszyscy wierzący są uczestnikami tej samej uczty. Jest bowiem tylko jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest, jedna nadzieja naszego powołania, jedno życie wieczne”[85]. Gdy człowiek wyzna swoje grzech w sakramencie pokuty, otrzymuje w zamian łaskę uświęcającą, dzięki której może uczestniczyć we Mszy Św. „Eucharystia jest sakramentem jedności”[86]. Każdy sakrament jest znakiem pewnej rzeczywistości, znakiem skutecznym, który sprawia to, co oznacza. Autor mówi tak o tym znaku - „Eucharystia jest znakiem jedności i zjednoczenia; zjednoczenia ludzi z Bogiem i zjednoczenia pomiędzy sobą. £acińskie słowo zjednoczenie: communio. Ale właśnie w tym słowie <> w tradycji Kościoła zawsze widziano wymiar podwójny: <>. To znaczy zjednoczenie z Chrystusem i zjednoczenie między nami. Tych dwóch aspektów Komunii nie można od siebie oddzielić”[87]. Można powiedzieć, że cała Eucharystia wyraża jedność, wspólnotę. „Uczta eucharystyczna to szczytowe spotkanie wspólnoty wierzących. Pan Jezus jest w nim obecny w szczególny sposób ze Swoją Krwią i Ciałem pod postaciami wina i chleba”[88]. Ksiądz Blachnicki mówi, że „Eucharystia jest uroczystością, jest uroczystą służbą Bożą wspólnoty lokalnej”[89]. Wprawdzie Autor odnosi to do wspólnoty, ale również można to odnieść do indywidualnych osób, które tworzą tę wspólnotę. W życiu każdego chrześcijanina, a tym bardziej osoby która przeżyła ewangelizację, Eucharystia odgrywa ważną rolę. „Ofiara mszy Św. daje nam udział w Śmierci Chrystusa - w tajemnicy krzyża, którą uobecniają Ciało i Krew za nas wydane”[90]. W czasie słuchania słowa Bożego może poznać Boga i Jego wolę względem siebie, jeżeli tylko zechce ją odczytać i przyjąć jako skierowaną bezpośrednio do siebie[91]. Natomiast w „Komunii Św. - mówi ksiądz Blachnicki - Jezus daje się nam na pokarm. Sam nazywa siebie naszym chlebem. Nie jest to tylko przenośnia. Skoro nikt nie wątpi, że spożywanie chleba utrzymuje nas przy życiu, to o ileż bardziej życiodajna jest nasza Komunia, nasze łączenie się z Chrystusem. Każdego dnia przygotowuje On dla nas ucztę, zaprasza do swego stołu i ofiaruje nam w darze samego siebie. Staje się naszym powszednim chlebem”[92]. Jak widać Chrystus jest nam potrzebny do normalnego codziennego życia. Można powiedzieć, że Msza Św. jest ściśle zespolona z całym naszym życiem[93]. Cała ewangelizacja ma prowadzić przede wszystkim do uznania Chrystusa jako osobistego Pana i Zbawiciela. Dokonuje się to przez uznanie naszej grzeszności, ale i przez uznanie, że Bóg ma dla nas wspaniały plan zbawienia. To wszystko prowadzi do większego zespolenia z Chrystusem i do większej zażyłości w oddawaniu Mu czci. „Przez czynne uczestnictwo wiernych w Eucharystii osiąga się to, co było celem Wcielenia i założenia Kościoła: zjednoczenie z Bogiem i wzajemnie ze sobą”[94]. Każdy członek Ruchu Światło - Życie powinien czerpać siły do dawania Świadectwa na spotkaniu osobowym z Chrystusem, które najpełniej dokonuje się w czasie Eucharystii. Również osoby, które ewangelizują parafie czy poszczególne osoby powinny umacniać się w wierze przez czynne uczestnictwo w Ofierze Pańskiej. Jezus daje sam siebie uczestnikowi Eucharystii jako pokarm, aby nie ustał w drodze doskonalenia swojego życia a przez to dawania Świadectwa o wielkiej miłości Boga do człowieka[95]. Dlatego osoba ewangelizowana poprzez różne stopnie wtajemniczenia w życie chrześcijańskie ma dążyć do coraz lepszego przeżywania Uczty Pańskiej, która ma tworzyć ścisłą jedność z Panem i wszystkimi uczestnikami tej samej uczty[96]. Ks. Blachnicki mówi, że „w ten sposób, w ścisłym powiązaniu z pojęciem koinonia (udział, uczestnictwo, wspólnota) widzi Eucharystię Św. Paweł w Liście do Koryntian: Kielich błogosławieństwa, który błogosławimy, czy nie jest udziałem we Krwi Chrystusa? Chleb, który łamiemy, czyż nie jest udziałem w Ciele Chrystus? Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno ciało. Wszyscy bowiem bierzemy z tego samego chleba. Przypatrzcie się Izraelowi według ciała! Czyż nie są w jedności z ołtarzem ci, którzy spożywają z ofiar na ołtarzu złożonych?(1 Kor 10, 16 - 18)[97]. Człowiek który podlega ewangelizacji tylko przez wiarę i miłość może spotkać Tego, który prawdziwie jest w nim i wchodzi w jego życie tak, że może powiedzieć za Apostołem Narodów „Teraz już nie ja żyję, żyje we mnie Chrystus” (Ga 2, 20)[98].
[1] EN 5 [2] Ks. F. Blachnicki, Spojrzenia w świetle łaski, Światło - Życie, Lublin 1996, s. 62. [3] ONŻ II, s. 42. [4] Ks. F. Blachnicki, Spojrzenia w świetle łaski, Światło - Życie, Lublin, 84. [5] Tamże, s. 31 - 32. [6] Ks. F. Blachnicki, "Wiara i Świadectwo", Lublin 1997, s. 26 - 27. [7] Zob. tamże. [8] Por. ks. F. Blachnicki, Spojrzenia w świetle łaski, Światło - Życie, Lublin, s. 96. [9] Ks. F. Blachnicki, Oaza Nowego Życia pierwszego stopnia - podręcznik, Lublin 1996, s. 34. [10] Zob. ks. F. Blachnicki, "Formacja dojrzałych chrześcijan jako diakonia Ruchu", Oaza nr 6 (III-IV 1993), s. 2-4 i nr 7(V-VI 1993), s. 2-4. [11] O potrzebie i znaczeniu wiary dojrzałej zob. ks. F. Blachnicki, "Świadectwo wiary w katechezie", "Seminare. Poszukiwania naukowo - pastoralne", Kraków - Ląd 1981, s. 83-97. [12] Por. – 21-23. [13] Ks. F. Blachnicki, "Formacja dojrzałych chrześcijan..."., Oaza nr 6 (III-IV 1993), s. 3. [14] Tamże. [15] Tamże. [16] Tamże. [17] CHŚŻ, s. 103. [18] PKW, s. 48. [19] CHŚŻ, s. 102. [20] Zob. CHŚŻ, s. 102. [21] Łk 15, 11-32. [22] CHŚŻ, s. 102. Por. PKW, s. 13, 50-51 i 242. [23] CHŚŻ, s. 50. [24] PKW, s. 50. [25] Tamże, s. 11. [26] Zob. Łk 2, 25-32. [27] Ks. F. Blachnicki, "Wiara i Świadectwo", Lublin 1997, s. 13-14. [28] Tamże, s. 15. [29] PKW, s. 178-179. Zob. też na s. 241 - 242. [30] Ks. F. Blachnicki, "Wiara i Świadectwo", s. 14 -15. Por. tegoż Autora: "Namiot Spotkania", Lublin 1996, s. 16 - 18. [31] Ks. F. Blachnicki, Spojrzenia w świetle łaski, Światło - Życie, Lublin 1996, s. 53 - 54. [32] Zob. tamże, s. 79 -80. [33] Por. tamże. [34] Ks. F. Blachnicki, Wiara i Świadectwo, Lublin 1997, s. 14. [35] Por. tamże. [36] CHIW, s. 71. Szerzej zob. PKW, s. 61-63 i 240-242. [37] ORAR I, s. 39. [38] ONŻ II, s. 28. [39] ORAR I, s. 55. [40] Tamże. [41] Tamże, s. 56. [42] Ks. F. Blachnicki, Oaza Nowego Życia pierwszego stopnia - podręcznik, Lublin 1996, s. 33. [43] Zob. ORAR I, s. 53-55. [44] ONŻ II, s. 32. [45] ORAR I, s. 57. [46] Ks. F. Blachnicki, "Wiara i Świadectwo", Lublin 1997, s. 23. Szerzej o radach ewangelicznych jako aktach wiary zob. tamże, s. 33-38. [47] ORAR I, s. 74. [48] Tamże, s. 86. Por. Kol 3, 9b-10. [49] PKW, s. 59-60. [50] Tamże, s. 61. [51] Tamże, s. 59. [52] Zob. ks. F. Blachnicki, Spojrzenia w świetle łaski, Światło - Życie, Lublin 1996, s. 27. [53] Zob. tamże, s. 46. [54] Zob. tamże. [55] Zob. PKW, s. 108. [56] Zob. tamże. Por. DM 34. [57] Ks. F. Blachnicki, Spojrzenia w świetle łaski, Światło - Życie, Lublin 1996, s. 27 - 28. [58] Tamże. [59] Por. tamże, s. 24 - 25. [60] Ks. F. Blachnicki, Oaza Nowego Życia pierwszego stopnia - podręcznik, Lublin 1996, s. 65 [61] Tamże. [62] Tamże s. 41. [63] Ewangeliczna Rewizja Życia dla grup formacyjnych po Oazie Nowego Życia stopnia podstawowego, zeszyt 1, s. 89. [64] Tamże. [65] Por. tamże [66] Tamże s. 90. [67] Ks. F. Blachnicki, Oaza Nowego Życia pierwszego stopnia - podręcznik, Lublin 1996, s. 22. [68] Tamże. [69] Tamże. [70] Ks. F. Blachnicki, Oaza Nowego Życia pierwszego stopnia - podręcznik, Lublin 1996, s. 15. [71] Tamże, s. 16. [72] RE s. 69. [73] Por. KKK 1455 - 1458 [74] Por. O. Józef Stanisław Płatek OSPPE, Sprawowanie sakramentu pokuty i pojednania, Jasna Góra Częstochowa 1996, s.32 - 33. [75] RE s. 69. [76] Tamże s.70. [77] Ks. F. Blachnicki, Homilie w Oazie Nowego Życia I stopnia, Wydanie 3, Światło - Życie 1989, s. 65 - 66. [78] Tamże. [79] RE s. 72 [80] RE s. 72 - 73. [81] RE s. 73. [82] Tamże [83] Ks. F. Blachnicki, Oaza Nowego Życia pierwszego stopnia - podręcznik, Lublin 1996, s. 15. [84] Por. RE s. 74 [85] Tamże [86] Ks. F. Blachnicki, Liturgia a wspólnota, Lublin 1996, s. 37. [87] Tamże s. 39. [88] Ewangelizacja według planu „Ad Christum Redemptorem”, część III, s. 35. [89] Ks. F. Blachnicki, Szczyt i źródła życia Kościoła, Collectantea Theologica, t. 4, Warszawa 1970, s.81. [90] Ewangelizacja według planu „Ad Christum Redemptorem”, część III, s. 35. [91] Por. Ewangelizacja według planu „Ad Christum Redemptorem”, część III, s. 36. [92] Ewangelizacja według planu „Ad Christum Redemptorem”, część III, s. 36. [93] Por. Ewangelizacja według planu „Ad Christum Redemptorem”, część III, s. 36. [94] Ks. F. Blachnicki, Kościół jako wspólnota, Światło - Życie Lublin 1994, s. 162. [95] Por. Ewangelizacja według planu „Ad Christum Redemptorem”, część III, s. 38. [96] Por. Ks. F. Blachnicki, Kościół jako wspólnota, Światło - Życie Lublin 1994, s. 168. [97] Tamże. [98] Por. Ewangelizacja według planu „Ad Christum Redemptorem”, część III, s. 38. |
